Wyobraźcie sobie, że jesteście na niedzielnej mszy, i słuchacie kazania. Kazania „samobója” dla instytucji Kościoła: „Rozbierzcie ten kościół cegła po cegle i zbudujcie własne domy. Zamiast dawać pieniądze na ofiarę, kupcie dzieciom zabawki. Czas mszy poświęćcie na rozmowę ze sobą. (…) Te mury nie są wiarą, księża w złoconych szatach nie są wiarą, księgi modlitw nie są wiarą, martwe koraliki różańca nie są wiarą, paradne uroczystości nie są wiarą.
Wiarą jest tylko ten krzyż, ale nie trzeba go wcale wieszać na ścianie, wystarczy wiedzieć, że istnieje i pamiętać o nim. Idźcie do domów i nie wracajcie tu więcej. Ofiary nie będzie”.
Jaka będzie Wasza reakcja? Pokręcicie z niedowierzaniem głową? Wyjdziecie oburzeni z kościoła? Przytakniecie kapłanowi? Uczestnicy nabożeństwa w powieści Grzegorza Drukarczyka, bez wyjątku „biedni i bogaci”, milczą zasłuchani. Właśnie stał się zapowiadany cud, jeden z wielu, jakie miały się dokonać po ponownym nadejściu Odkupiciela… Dziwne jest to objawienie: nie w nimbie chwały, wśród wiwatujących tłumów, nie na antenie telewizyjnej, ale w ukryciu, w elektrowni atomowej, wśród Wielkich Powalonych, „meneli” o wdzięcznych imionach Ćwierćnuty, Blum-Buma, MGR-a, Mistrza Świata, Wiesia Nawet Nie Ma Interesu, Narkowitza, Macierzanki, czy głównego bohatera - Schizo.
W zaskakująco nam bliskim, stechnicyzowanym świecie, tylko oni uwierzyli w powtórne przyjście Mesjasza, w głoszoną przez Niego Dobrą Nowinę, w mające się dokonywać cuda. I rzeczywiście, nad elektrownią King’s Power zaświecił elektroluminescencyjny krzyż. Kilka „grubych ryb” biznesu, bez powodu i tłumaczeń ustąpiło z zajmowanych stanowisk, a kaleki chłopak odzyskał władzę w nogach. Również nowi „apostołowie” dostąpili cudu niebywałej odporności na promieniowanie, gdy jako „Robaczki Świętojańskie” za obietnicę marnych groszy wydelegowano ich na śmierć przy łataniu wycieku w elektrowni. Dla tych na „górze” byli ludźmi „gorszego gatunku”, ich i tak nieproduktywne życie nie miało znaczenia. Pośmiertne zawsze mogli zostać bohaterami, zasługującymi na piękną stypę i medialny cyrk. Takie były „cuda” Odkupiciela.
Ostatecznie – poza przytoczonymi wyjątkami, nic nie uległo zmianie. Odkupiciel nie okazał się gorącym medialnym tematem, duchowość nie była w modzie. Rzeczywistość została zaklęta w pudłach ze szkła, w „skrzynkach z fekaliami w kolorze”, cytując niezapomnianego Irona Idema (Romana Wilhelmiego) z „Wojny światów: następnego stulecia”.
To czasy, gdy nieprawdziwe zastąpiło prawdziwe. Natura została zwyciężona. Pojawiły się pierwsze gumowe drzewa z plastikowymi liśćmi, marzenie kierowców. „Nad sztucznymi ptakami naukowcy jeszcze pracują, bo korodują zbyt szybko i milkną w przesyconym siarczanami powietrzu, ale i na to już wkrótce znajdzie się sposób”.
Tak więc przyszedł Odkupiciel, ale ludzkość nie doznała oczyszczenia. Nie było „dobrego” zakończenia. Po wypełnionych adrenaliną, kilku naprawdę paskudnych dniach, Shizo był szczęśliwy, gdy mógł wrócić do swej meliny, pociągnąć z gwinta, i rozkoszować się zapomnieniem. A ze strzępów ocalałych, przemielonych wspomnień utkał własny happy end. Może i nieprawdziwy, ale dający zadowolenie. Dla niego ta nora, i pełna procentów butelka była JEGO szczęśliwym zakończeniem. Nie potrzebował więcej. Niski stopień na drabinie społecznej nie obligował do marzeń „wyższego szczebla”. Schizo był z tym pogodzony.
„Szczęście skrojone na miarę”. O tym jest ta powieść. Okaleczony chłopak początkowo nie pragnie nawet zdrowych nóg, ale… spokojnej defekacji, w samotności i w przeznaczonym do tego miejscu. Schizo z kompanami śnią o pełnych brzuchach i kilku kolejkach w knajpie (nomem nomen) „Gott mit Uns”. Ludzkie masy, żyjące w pudłach, produkujące pudła i marzące o pudłach, są w tym kieracie szczęśliwi. Ci, co pragną „więcej”, skłaniają się ku duchowości, celebrują wybraną religię. Wielcy Powaleni mają swoją „wolność” i są z tym „cholernie szczęśliwi”. W dzisiejszych czasach największym zagrożeniem dla nas są te wytwory techniki i wzorce kultury , które usiłują wpłynąć na obrane przez nas „najlepsze” widzenie świata.
Iza Korsaj |