|
Chodzą słuchy -
Punkt widzenia
|
Zapowiedziałam, że napiszę, dlaczego nie lubię Kaspra Bajona i zrobię to. I w nosie mam, że ujrzą przy tym światło dzienne moje najgorsze cechy.
Po pierwsze: nie lubię Kaspra Bajona, bo jestem zazdrosna o jego talent, który aż "daje po oczach" w jego debiutanckiej powieści "Koń Alechina".
Po drugie: nie lubię Kaspra Bajona, ponieważ za nieprzyzwoite uważam fakt, że będąc zaledwie dwa lata starszym ode mnie, pisze książką tak dobrą, że zazdrosna ja o takim debiucie tylko mogę pomarzyć.
Po trzecie: nie lubię Kaspra Bajona, gdyż robi on z czytelnikiem, więc i ze mną, co chce. Plącze wątki, bawi się narracją, wprowadza co chwila nowe postacie, które potem giną na kilkanaście stron i znowu wypływają - i weź tu tu ogarnij to wszystko.
Po czwarte: nie lubię Kaspra Bajona, ponieważ zburzył on moje błogie poczucie czytelniczego zadowolenia: dawno temu okrzyknęłam się ekspertką od moich ulubionych sag i myślałam, że w tym gatunku nic mnie nie zaskoczy... a tymczasem takiej sagi au rebours jeszcze nie czytałam i nie wiem, czy kiedykolwiek trafię na podobną, gdyż w trakcie lektury miałam wrażenie, że obcuję z czymś osobnym, czego nie da się podrobić.
Po piąte: w książce przestawiona jest dwustuletnia pokręcona historia pewnej hrabiowskiej rodziny. I proszę mi wierzyć, że nie ma w tej opowieści momentów słabszych, postaci nijakich czy wydarzeń, które można by pominąć bez szkody dla całości.Kasper Bajon stworzył galerię dziwaków i oryginałów, nie liczyłam, ile postaci dokładnie opisuje, ale robi to w sposób naprawdę genialny - i za to też go nie lubię, bo jestem zazdrosna.
Po szóste: nawet nie próbuję streścić tej książki, bo to jest z góry skazane na niepowodzenie. Autor swobodnie zmienia plany czasowe, opowiada anegdoty, robi dygresje do dygresji - prowadzona przez niego narracja jest zupełnie nieobliczalna, pełna zakrętów i wirów - jak atramentowa rzeka, nad którą stanął Karol Lorak i nad którą opowiadana jest historia rodziny Mylo - a ja dałam się tej rzece porwać i unieść, co znów świadczy o talencie autora i jest kolejnym powodem, żeby go nie lubić.
Po siódme - Koń Alechina" kojarzył mi się zarówno z "Wariacjami pocztowymi" Brandysa i "Niecierpliwymi" Nałkowskiej - nie za dużo tych dobrych skojarzeń w jednej książce?
A tak zupełnie serio: polecam! "Koń Alechina" jest przykładem literatury z ambicjami, dla wymagającego czytelnika i mam nadzieję, że wywoła spora zamieszania wśród czytelników. Bo w mojej głowie zamieszania już wywołała :)
Skarletka |