|
Dobre książki to takie, których nie da się opowiedzieć. Nie wiem, gdzie przeczytałam to zdanie i nie wiem, czy do końca się z nim zgadzam, ale w przypadku książki "Nim zapadnie noc" na pewno tak. To, że w żaden sposób nie potrafię tej książki streścić, ba!, czuję, że nawet nie do końca potrafię ją scharakteryzować, sprawiło, że z recenzję zwlekałam prawie dwa tygodnie - i nic mądrego nie wymyśliłam. A Cunningham zachwycił mnie kolejny raz.
Kilka lat temu obejrzałam film "Godziny", a zaraz potem przeczytałam powieść. I śmiało mogę stwierdzić, że jest to jedna z "książek mojego życia". Fascynacja była tak silna, że poświęciłam jej i Virginii Woolf znaczną część pracy magisterskiej i nadal zajmuje ona bardzo ważne miejsce na mojej półce.
Powiedzmy to od razu: "Nim zapadnie noc" jest słabsza od "Godzin", ale nic w tym dziwnego, gdyż "Godziny" to arcydzieło i nie wymagam od autora, by przeskoczył sam siebie. Nie zmienia to jednak faktu, że najnowsza powieść przypomina klimatem "Godziny". Autor drobiazgowo, z pedantyczną dokładnością, opisuje życie Petera - mężczyzny w średnim wieku, właściciela nowojorskiej galerii. Peter jest trochę snobem, wiedzie dość przeciętny żywot wraz z żoną Rebeką, która, mimo iż postronny obserwator może uznać ją za atrakcyjną kobietę, trochę go nudzi. Peter zastanawia się nad swoim życiem, analizuje je, snuje wspomnienia, próbuje dociec, dlaczego pewne sprawy ułożyły się w taki, a nie inny sposób (np. dlaczego nienawidzi go dorosła, jedyna zresztą, córka). Jego egzystencja jest jednak monotonna, przewidywalna. Dopiero dwa wydarzenia przerywają tę rutynę, chociaż trudno stwierdzić, czy sam zainteresowany jest z tego zadowolony, czy też nie.
Pierwszym z tych zdarzeń jest nieoczekiwana wiadomość, że przyjaciółka Petera umiera i na kilka ostatnich miesięcy postanawia całkowicie zerwać ze swoim dawnym życiem. Drugie, ważniejsze, to nieoczekiwane pojawienie się w mieszkaniu Petera Myłka, brata Rebeki. Chłopak fascynuje Petera, wytrąca go z utartych schematów, sprawia, że mężczyzna, nie bacząc na skandal, jest w stanie poświęcić swoje dotychczasowe życie. Nie, do romansu nie dochodzi, ale w głowie bohatera dzieje się prawdziwa rewolucja.
I w zasadzie tyle. "Nim zapadnie noc" to jedna z tych powieści, w których niewiele się dzieje, język jest dość wyważony, jednak z każdej strony aż kipią tajone emocje. Książki nie czyta się łatwo, można pogubić się z zakamarkach umysłu Petera - jednak wysiłek włożony z lekturę procentuje: przez długi czas nie chce wyjść ona z pamięci, a zakończenie nie tylko zaskakuje, lecz daje do myślenia. No i okładka: dawno nie trzymałam w dłoniach czegoś tak ładnego!
M. Cunningham, Nim zapadnie noc, Rebis, 2011, s. 272.
Skarletka |