|
Czytamy -
Nagrodzone
|
|
Leżały bezładnie przy wejściu do pokoju tuż obok lśniącej, cyprysowej gitary. Para czerwonych, skórzanych butów z poprzecznym paskiem i masywnym, szerokim obcasem. Jeszcze przed chwilą wybijały żywiołowy, namiętny rytm. Droczyły się z drewnianymi deskami podłogi i flirtowały ze srebrzystymi dźwiękami gitary. Flamenco ucichło i tancerka zrzuciła je pośpiesznie z obolałych, rozgrzanych stóp. Zaraz potem pozbyła się czerwonej, długiej sukni i czarnej koronkowej bielizny. Jej rozłożyste biodra kołysały się zmysłowo, gdy poruszała się po pokoju.
|
|
Więcej…
|
|
Czytamy -
Nagrodzone
|
|
Dryń, dryń, dryń…- Zrzuciła budzik na podłogę. Dryń, dryń, dryń. Nasunęła jasiek na głowę. Dryń, dryń, dryń. Wsadziła głowę pod poduszkę. Wiedziała, że już nie zaśnie, mimo że nadal przebywała na pograniczu jawy i snu. Cholerny budzik. Dryndał tak głośno, że prawie umarlaka postawiłby na równe nogi. Dusza fruwałaby na pograniczu dwóch światów a ciało w takt budzikowego marszu samo szłoby w kierunku trumny tylko po to, żeby czując seksowną miękkość jedwabiu, znieruchomieć w oczekiwaniu na orgazm z pogranicza chemii i biologii, skutkujący fioletowymi plamami i sztywnością tego, czego akurat ona nie miała.
|
|
Więcej…
|
|
Czytamy -
Nagrodzone
|
|
Mróz po nocy sfolgował nieco, a przed południem rtęć od dołu liznęła kreskę zera i podganiana lutowym słońcem napuszyła się, wezbrała i szczytem menisku delikatnie trąciła plusy. Wycofała się jednak szybko, jakby zawstydzona nagłą nadzieją wiosny i chwilę później opadła skarcona północnym wiatrem i cieniem niskich, śnieżnych chmur. Pod wieczór powrócił oddech zimy, zakręcił się pomiędzy drzewami sadu, jeszcze mocny i przenikliwy, ale już wstrząsany pierwszym drżeniem marcowej agonii. Pod Londynem nigdy nie obserwowałem czegoś tak pięknego.
|
|
Więcej…
|
|
Czytamy -
Nagrodzone
|
|
- Kiedy otwierają się drzwi – szepce głos, który zawsze unosi się gdzieś w zatęchłym powietrzu Pokoju – to tak, jakbym zamykało oczy. A później cichnie wszystko, co nie jest ciszą. Po chwili przestaje pachnieć wszystko, co miało jakikolwiek zapach. I gasną światła. A kiedy już ostatnie światło zgaśnie, choć to może zdawać się dość irracjonalne, gaśnie ciemność. Dopiero w ostatniej sekundzie cichnie nawet cisza, bo cisza, wbrew pozorom, nie jest tym, za co ją zwyklismy brać. O nie, cisza to coś zupełnie innego. Zupełnie.
|
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 6 |