O Rosie Montero wcześniej nie słyszałam - to źle. Pisarka wydała w Polsce, o ile się nie mylę, dwie książki, trzecia, "Instrukcja, jak ocalić świat" jest po prostu świetna. I przede wszystkim mądra.
Bardzo lubię proste historie, która mają swój ciężar - filmowym przykładem może być "Prosta historia" Davida Lyncha. "Instrukcja" jest może nieco bardziej rozbudowana fabularnie, ale cóż może być bardziej zwyczajnego, prostego od życia, w którym przyszłość jawi się jako tak samo beznadziejna jak przeszłość, od jałowej egzystencji rozłożonej między nudną pracą a grami komputerowymi, od życia, które jest wypełnione tak niewyobrażalnym cierpieniem, że codzienność uważa się dar od losu? I tak naprawdę co oznacza nieudane życie jednostki, wobec miliardów istnień, tuż obok?
Rosa Montero pokazuje pięcioro ludzi, którzy żyją obok siebie i którzy w pewnym momencie się spotykają. Lekarz, taksówkarz, czarnoskóra prostytutka, emigrant i staruszka - alkoholiczka. Ich spotkanie to przypadek, czy może cześć jakiegoś nieodgadnionego boskiego planu? Bo nie ulega wątpliwości, że te spotkania ich odmienią, na moment lub na stałe popchną ich życie na inne tory. Ale czy coś takiego jak "przypadek" czy "boski plan" w ogóle istnieje? A jeśli nie, to co rządzi naszym życiem?
To, co bardzo mi się w tej książce podobało to przeplatanie fabuły fragmentami biografii i odkryć naukowców, takich, których tezy i talent nie zostały docenione lub zostały docenione po latach, ale za życia byli oni niewyobrażalnie samotni. Natomiast teraz, w XXI wieku, są praktycznie nieznani. Te opowieści - chociaż ciekawe same w sobie - stanowią komentarz do przedstawionych wydarzeń i w moim odczuciu nieco zmieniają ich postrzeganie.
Książka ta przypomina mi"Dziewczynę z sąsiedztwa", tylko tutaj miejscem spotkań nie jest kamienica, a ulice Madrytu. I chociaż książką Elizabeth Noble pokazywała, że każde szczęście ma swoją drugą, ciemną stronę, tak powieść Rosy Montero ma jednak większy ciężar: jest bardziej pesymistyczna, skłania do przemyśleń i po lekturze pozostawia lekki chaos w głowie.
Wspomnę jeszcze o tytule. Lektura może nasuwać wniosek, że życie ludzkie jest tak pogmatwane, że ciężko nad nim zapanować... a co dopiero nad całym światem. Z drugiej jednak strony autorka pokazuje, że czasem wystarczy drobny gest ze strony drugiego człowieka, by wszystko stało się inne. I chyba dzięki temu przesłaniu książka ta tak bardzo mi się podobała - zapewniam, że w kontekście całej powieści nie jest to przesłanie banalne.
A swoją drogą to bardzo lubię książki, po których mam więcej pytań i wątpliwości, niż przed lekturą.
Skarletka |