|
Jest autorką powieści "Białe motyle" oraz "Tańcząc z cieniem". Pisze o miejscach i ludziach, kreuje bohaterów czerpiąc z własnych doświadczeń... Rozmawiamy z Aliną Góra. Tańcząc z cieniem jest kontynuacją pierwszej powieści, w której poznajemy losy paczki przyjaciół. Czy czytelnik, który nie zna wcześniejszych przygód bohaterów może czytać drugą część?
AG: Na początku książki starałam się streścić główne wątki pierwszej części tak, żeby czytelnik, który czytał Białe motyle jakiś czas temu, lub nie czytał ich wcale, orientował się w fabule. Mimo to uważam, że najlepiej byłoby sięgnąć najpierw po pierwszą część powieści. Przede wszystkim dlatego, że wtedy lepiej można poznać głównych bohaterów, a co za tym idzie zrozumieć ich zachowania. Sama fabuła to jedno, ale tylko zapoznanie się i zaprzyjaźnienie z postaciami pozwala czerpać przyjemność z czytania.
PM: Jak to jest kierować losem bohaterów?
AG: To super sprawa - szczególnie, gdy mogę w powieści przemycić jakieś wątki ze swojego życia i sterować nimi jak mi się żywnie podoba. Mam wrażenie, że pisanie stanowi pewien rodzaj terapii. Można pozałatwiać swoje sprawy i nawet jeśli jest to tylko fikcja, człowiek od razu czuje się o wiele lepiej.
PM: Czy zdarza się, że któryś z bohaterem przestaje się podporządkowywać autorowi i zaczyna żyć swoim życiem?
AG: Bywa i tak, że postać przeze mnie wymyślona buntuje się i przechodzi metamorfozę wbrew moim założeniom. Miała być kimś innym niż jest. Ale to dobrze, bo nie zawsze bohatera można stworzyć od początku do końca. Lepiej pozwolić mu dojrzewać na kartach powieści. Myślę, że tak jest po trochu z Kaśką z Tańcząc z cieniem, która w założeniach miała być inną osobą, a gdzieś w połowie „mi uciekła”.
PM: Dla kogo Pani pisze?
AG: Przez długi czas pisałam wyłącznie dla siebie i dla najbliższych koleżanek, które chętnie sięgały po moje książki. Choć moim marzeniem było wydanie powieści zdawałam sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo wybyć się na rynku wydawniczym. Teraz, gdy moja sytuacja trochę się zmieniła, piszę już nie tylko dla siebie, ale również dla tych, którzy sięgnęli po moje książki i znaleźli w nich coś dla siebie. Wcześniej nie sądziłam, że świadomość tego, że ktoś identyfikuje się z moimi bohaterami i przeżywa ich wzloty i upadki może mnie tak pozytywnie nastawiać do życia. Mam taki cytat Paulo Coelho, który często sobie powtarzam: „Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie zainteresowany Twoim pisaniem. A nawet gdyby kogoś takiego nie było, pisz dla samej przyjemności tworzenia”.
PM: Skąd się biorą pani pomysły literackie?
AG: Oczywiście przede wszystkim z własnych doświadczeń i przeżytych wydarzeń, ale także z historii zasłyszanych od znajomych lub zupełnie przypadkowych ludzi. Czasem zainspiruje mnie jakaś informacja znaleziona w Internecie, a czasem sama nie wiem skąd, w głowie pojawia się nagle nowy pomysł na książkę.
PM: Czy pisanie jest codziennością czy raczej odskocznią od codzienności?
AG: Myślę, że raczej odskocznią od codzienności, choć bohaterowie moich książek są ze mną każdego dnia, bo w wolnej chwili układam w głowie dialogi i fabułę. Często jest tak, że stają się moimi przyjaciółmi i wręcz żyję ich życiem. Bardzo się przywiązuję do postaci i muszę wyznać, że potem ciężko mi się z nimi rozstać. Mam wrażenie jakby byli prawdziwi, a ja tylko spisywała ich losy. To naprawdę dziwne uczucie.
PM: Jaką literaturę pamięta Pani z dzieciństwa?
AG: W dzieciństwie czytałam bardzo dużo książek i muszę przyznać, że wiele z nich zapadło mi w pamięć, choć oczywiście mam swoje ulubione. Na pewno należy do nich Jeżycjada, czyli cykl książek napisanych przez Małgorzatę Musierowicz po które chętnie sięgnęłabym drugi raz. Czytało się je tak szybko, że znikały w kilka godzin, a ja zawsze byłam rozczarowana, że to już koniec. To była moja ulubiona czytelnicza podróż. Kolejna to przygody Pana Samochodzika napisane przez Zbigniewa Nienackiego. Zupełnie inna tematyka, ale tak samo wciągająca seria. Potem z biegiem lat zaczęłam sięgać po literaturę amerykańską i angielską. Jak można się pewnie domyślić z Białych Motyli Przeminęło z wiatrem to kolejna powieść, która znajduje się w rankingu książek z dzieciństwa, choć tu powinnam raczej powiedzieć z czasów licealnych, bo właśnie wtedy zachłysnęłam się Jane Austen i Margaret Mitchell.
PM: Co pomaga Pani w pisaniu?
AG: W pisaniu bardzo pomaga mi muzyka. Nim zasiądę do nowej książki staram się wybrać odpowiednie utwory, które w jakiś sposób nawiązują do tematyki przeze mnie opisywanej. Musi to być muzyka, która wyzwala we mnie różne emocje, którą mogę słuchać kilkanaście a nawet kilkadziesiąt razy i mi się nie nudzi. Rzadko mam tak, że słucham tych samych piosenek do różnych książek. Zawsze powstaje nowa playlista.
PM: Natchnienie jest przyjazne czy marudne?
AG: To wszystko zależy od wielu rzeczy. Czasem jest tak, że mam wielką ochotę coś napisać, coś siedzi w mojej głowie, ale jest nie do końca obmyślone, nie gotowe aby z niej wyjść i wtedy męczy mnie, bo boję się, że jak za szybko zacznę pisać to spalę pomysł. Miałam już tak kilka razy i nigdy nie dokończyłam wtedy zaczętych książek. Natchnienie nie zawsze przychodzi w porę, dlatego staram się zapisywać swoje myśli w każdej chwili, bo potem ciężko mi odtworzyć to, co wpadło mi do głowy. Mam tak dziwnie, że najlepsze pomysły przychodzą do mnie zawsze przed zaśnięciem i czasem do rana zdążę je już zapomnieć.
PM: Chciałbym zapytać o miejsca… najważniejsze miejsca w Pani życiu, twórczości, jakie są?
AG: Lubię pisać o miejscach, które znam na co dzień, które odwiedzam i które towarzyszyły mi w różnych okresach mojego życia. Na pewno należy do nich Opole, gdzie studiowałam i gdzie obecnie pracuję, dlatego akcja moich książek dzieje się przede wszystkim w tym mieście. Miejscem, które odwiedzam w każdej wolnej chwili jest Zakopane, a dokładnie nasze piękne Tatry. Kocham góry i moim marzeniem jest mieć tam kiedyś mały domek do którego mogłabym pojechać na jakiś czas i pisać, pisać, pisać.
PM: I o ludzi… Pisze Pani o ludziach. Lubi Pani się otaczać ludźmi, czy raczej jest Pani typem samotnika?
AG: Z jednej strony bardzo lubię mieć wokół siebie dużo znajomych, przyjaciół i chętnie poznaję nowe osoby, ale z drugiej czasem mam ochotę być tylko sama ze sobą. Myślę, że takie połączenie jest dobre. Przebywając z ludźmi, zawsze dowiaduję się nowych rzeczy, które często wykorzystuję w swoich książkach. Historie, które słyszę stają się dla mnie inspiracją. Będąc samotnikiem, mogę w stu procentach skupić się na książce i oddać fabule oraz bohaterom. Wiem, że dla osób z mojego otoczenia moja samotność czasem jest trudna do zaakceptowania, bo zamykam się na cały dzień w pokoju i po prostu piszę, ale to pozwala mi wszystko dokładnie przemyśleć i ułożyć. |