|
Książką jestem zachwycona, poruszona, wzruszona, wstrząśnięta i w książce zadurzona..... Dawno mi się tak książka nie podobała. Pochłonęłam ją dosłownie, każde słowo przeczytane smakowało wyśmienicie i jak to z czymś smakowitym bywa miało się apetyt na więcej.Zapach malin tylko potęgował doznania.....
Ale książka nie jest łatwa, nie jest sympatyczna, nie jest błaha i ulotna. Jej treść dźwięczy mi w głowie jeszcze dziś, jeszcze dziś przeżywam każdy wątek.
Wątków w książce jest trochę. Bo najpierw dostajemy do ręki książkę, w której myślimy, że poznajemy młodą dziewczynę po wypadku,dziewczynę przykutą do łóżka,której świat był zupełnie inny niż ten, który ją czeka, zobaczymy jak reaguje na swe nieszczęście, jaka była i jaka jest. Potem pojawiają się kolejne postacie: Sebastian - chłopak, który pomaga głównej bohaterce dojść do siebie, który swą cierpliwością potrafiłby chyba góry przenieść, pielęgniarka- która przeżywa koszmar w życiu, ale podnosi się i pokazuje nam, że dobro istnieje i to nawet w niemożliwym do wyobrażenia sobie przez zwykłego człowieka wymiarze.
No i wątek poboczny- a może i nie poboczny- wątek dziennika prababki głównej bohaterki. Dziennika, który jest jakby lekarstwem i zarazem trucizną dla niej. Gdy przytaczane były słowa z dziennika miałam niezmierne wrażenie jakbym czytała fragmenty "Jeźdźca miedzianego" P. Simons. Ale to tylko zbieżność, podobna historia.... ten sam dramat.....
No i zakończenie, którego nie zdradzę (zresztą niewiele chcę zdradzić) poruszyło mną ogromnie! Nie było błahe, ckliwe- takie naturalne i odpowiednie raczej według mnie. W książce stajemy twarzą w twarz z prawdą, że najważniejsza jest miłość, że gdy ona nas przepełnia, to nawet najtrudniejsze chwile można przetrwać. Tylko musimy ją w sobie znaleźć.
Rewelacyjnie na temat książki napisał Janusz L. Wiśniewski "Krajniewska w swojej opowieści przeplata odległą przeszłość z teraźniejszością, którą widzimy za oknem. Docieramy do ostatniej strony tej poruszającej książki i czujemy, że jedna rzecz jest niezmienna i najważniejsza: miłość" (opis na okładce)
Książkę oceniam na wielgachną ******6****** i POLECAM!!!!!!! Cieszę się ogromnie, że spotkałam się z tą książką, cieszę się też, że stało się to akurat teraz, przed moją operacją. Nie porównuję siebie do bohaterki- bo to zupełnie inne światy, ale dzięki bohaterce i wszystkim słowom wyczytanym z tej książki może będę silniejsza przed, w trakcie i po.... DZIĘKUJĘ ogromnie Skarletce za użyczenie tej książki- Skarletka ciągle mi udowadnia, że są dobrzy ludzie na świecie i dla takich ludzi warto żyć!
Kaś |