|
Kiedy przeczytałam opis książki Mariusza Bylińskiego „Nie-skończona historia” zatarłam ręce. To jest proza dla mnie. Sama poniekąd jestem koneserką słów i lubię odnajdywać ich nowe znaczenie. Bawić się nimi. Jak wielkie okazało się moje zdziwienie, kiedy odnalazłam lekko obłąkanego narratora Kolekcjonera, który od dzieciństwa pasjonował się słowem.
Poszukiwał ich w książkach, gazetach. Podsłuchiwał rozmowy. Poszukiwał znaczeń i dążył do poznania Nieskończoności. Niech nie zwiedzie tych, którzy lubią książki i, tak jak ja lubią słowa, że to łatwa lektura. Mam wrażenie, że Autor świetnie się bawił pisząc Nie-skończoną historię i ma zamiar ciągnąć swoją zabawę z lekko zdezorientowanym czytelnikiem. Zabawę tę prowadzi przez nieuporządkowanie zdarzeń. Nasuwa się pytanie: co chciał pokazać nam autor - czym jest Nieskończoność? Czy rzeczywistością, którą opisuje, jako Włóczęga siedząc w parku z notesem w dłoni. Myślę, że to książka dla koneserów. W pełni tego słowa znaczenia. I choć Autor posługuję się językiem biegle ja jednak wolę odkrywać go inaczej niż pokazuje Byliński w swojej Nie-skończonej historii. Nie-skończona historia, jest trudna do zaklasyfikowania.
Nie jest to literatura stricte dla kobiet, ani dla mężczyzn. Myślę, że idealna koneserów lekko absurdalnego humoru, tych którzy lubią być wodzeni za nos. Dla nich pewnością. Może to książka nawet ponadczasowa, ale czy ktoś się na tym pozna. Tego już nie wiem. Jedno jest pewne, że jeśli zobaczę w parku mężczyznę siedzącego z notesem w dłoni pomyślę o Kolekcjonerze Słów. Może nawet zapytam, co miał na myśli…
nakanapie.pl
|